Oliwia - W MGNIENIU OBIEKTYWU, Polska motoryzacja - to czym podróżujemy ;), Proza - polemika

Smęta wieczorna piąta – Polonez Caro

Ponad rok temu, gdy sporządzałem notatkę odnośnie Poloneza „Akwarium”, nie spodziewałem się, że stanę się posiadaczem najpopularniejszego Poloneza zwanego potocznie „Caroliną”. Na moje szczęście przypadł mi rodzinny egzemplarz o często spotykanym lakierze metalicznym l-122 (zieleń topaz), z daleka obserwowalny jako czarny.
Oryginalny przebieg, zapieczętowany. Nigdy nie szpachlowany, uczyniło to auto wyjątkowym, chociaż pochodzi z 1994 roku (podobnie jak ja, skończy w tym roku 25 lat). Bardzo żwawy, ale kapryśny.
Obecnie Polonezy są bardzo modne i w miastach łatwo je spotkać. Średni wiek użytkowników diametralnie spadł do tego stopnia, że nastolatkowie w wieku 15-17 lat zapełniają swoje podwórka samochodami tej marki przyuczając się podstaw mechaniki pojazdowej. Jeden ze znajomych mechaników zaglądając pod maskę stwierdził tak:

„K*wa, jakie tu jest wszystko proste…”

A jakże. Niewielkim nakładem środków i znajomością podstaw mechaniki można naprawić prawie wszystko, a to dlatego, gdyż czas projektowania Poloneza przysługiwał na lata, kiedy w mentalności projektantów panował pogląd, że aby samochód wiernie służył człowiekowi, musi być wykonany z największą możliwą prostotą. Sprzyjała ku temu niska jakość podzespołów, mała odporność na korozję i niska trwałość silnika, ale o tym później.
W Polsce brakuje nam auta produkowanego seryjnie. Jest to jeden z głównych powodów, dlaczego ludzie kupują polonezy. W nas – Polakach pojawił się sentyment do czegoś wyprodukowanego polskimi rękoma, czegoś czego dziś nie ma. Dumą stało się posiadanie wytworu polskich rąk, wyrobu polskiej fabryki. Taka jest nasza dziwna mentalność. „Wszystko, co mogłoby skojarzyć nam się z wolnością, polskością, póki jest, nie doceniamy jej lecz gdy ona zakończy swój byt i poczujemy jej brak, ponad nasze siły staramy się odzyskać wszelkie jej czynniki”.

„Jak powstał polonez?”

Wszyscy wiedzą. Pełno informacji zawartych jest w mediach, Internet huczy od spisanego hasła „FSO Polonez”, więc nie będziemy powielać tejże historii.

Sądzę, że bardziej interesowała by was odpowiedź na pytanie:

„Jaki jest Polonez?”

Kiedy mój dobry znajomy zobaczył „Carolinę” śmiejąc się stwierdził: „że w końcu kupiłem coś, co jest podobne do samochodu”. I rzeczywiście, Polonez Caro jest symbolem skoku technologicznego jaki wykonała Fabryka Samochodów Osobowych. Polski samochód miał być porównywalny do aut zachodnich marek, które brnęły zupełne innym torem w stopniu wyższym od motoryzacji dawnego bloku wschodniego. Dwieście siedemdziesiąt zmian w konstrukcji auta rzeczywiście znacznie odmłodziło Poloneza, ale wciąż brakowało jeszcze poprawnego silnika, mogącego sprostać masie. Moglibyśmy porównać go z bardzo powszechnie używanym autem (tu na północy kraju) VW Passatem B3 1,8 mono wtrysk. Obydwa auta mają taką samą wagę, podobną linię nadwozia, ale… no właśnie silnik 1,8 vs 1.6. Polonezom brakowało, do końca produkcji, mocniejszej jednostki napędowej produkowanej seryjnie. Już wprowadzenie, choćby silnika 1,8 wystarczyłoby do klasycznego samochodu rodzinnego. Silnika, który na piątym biegu jadąc na wzniesienie, nie zwalniał by z braku mocy.

Wielu krytyków i ekspertów jest zdania, że kolejną bolączką jest tylny most z resorami piórowymi. Natomiast użytkownicy wychwalają te rozwiązanie, gdyż na naszych polskich drogach resory piórowe tłumią wszelkie nierówności, a jazda polonezem jest komfortowa.
Rdza. Hasło to jest znane każdemu właścicielowi. Średnio dwa razy do roku należało się kłaść pod podłogę auta i czyścić blachę, smarować mazidłami tylko po to, by nie weszła głębiej. Nie będę ukrywał, że FSO składała auta z bardzo niskiej jakości blach, a niekiedy pokryte nalotem rdzy arkusze blachy maskowano dodatkową warstwą lakieru. Dlatego w przypadku tych aut najważniejsza jest konserwacja i to tak skrajnie szczelna uniemożliwiająca dostanie się tlenu do blachy. Mówiło się, że Caro korodowało dużo prędzej niż stare odmiany Poloneza. Według mnie model nie robił różnicy. Jak tylko „ruda” weszła w nadwozie jedynym skutecznym sposobem było wycięcie elementu i wstawienie nowego – zdrowego.

„Czy Polonez Caro nadaje się jako auto do jazdy na co dzień?”

Nie.

W dobie XXI-wiecznego konsumpcjonizmu i narzuceniu sztucznego wyścigowi szczurów, Polonez Caro nie nadaje się do codziennej eksploatacji. Słabe osiągi, częsta awaryjność powodują to, że ludziom nie chce się raz na miesiąc serwisować auta, a tym samym nim jeździć. Naprawdę, tylko wielcy pasjonaci są chętni zarywać noce przy naprawach w garażu, poświęcając swój czas, jaki mogliby poświęcić rodzinie. Polonez jako auto potrzebuje częstego garażowego przeglądu (mniej po 1995 roku, gdy wprowadzono hamulce Lucasa, a od 1997 lepszego uszczelnienia silnika, hydraulicznych popychaczy zaworów, nowej nagrzewnicy oraz poprawienia jakości połączeń elektrycznych): hamulce wymagały przeglądu i czyszczenia raz do roku, nadwozie dwa razy (wiosną i jesienią), kontrola zapłonu i gaźnika co 10 tys, km, rozrząd co 60 tys. km – czyli generalnie bardziej pieczołowitej „opieki” właściciela. Jeśli ta „opieka” jest należyta, to samochód odznacza się bezawaryjnością, nie mniej w bagażniku oprócz wymaganej apteczki, trójkąta, dyszy gaźnikowych i koła zapasowego należy ze sobą posiadać komplet podstawowych kluczy i śrubokrętów, dysze gaźnikowe, żarówki, pasy mocowania zbiornika paliwa, filterek paliwa, opaski ślimakowe, świece zapłonowe, kable wysokiego napięcia, kopułkę, palec, cewkę, moduł, kawałki sznurka i drutu, miarkę lub szczelinomierz, pasek klinowy i rozrządu, trytytki i instrukcję napraw Morawskiego (lub inną, gdyż Morawski moim zdaniem napisał zbyt mało o awariach), kawałek papieru ściernego, szpilki do kół, bezpieczniki i przekaźniki, linkę holowniczą, kable rozruchowe, klucze do świec, pompkę do kół. Jest to taki podstawowy zestaw jaki może ze sobą wozić w bagażniku by w trasie w razie awarii móc dokonać naprawy (zestaw dotyczy silnika gaźnikowego). Bardzo dobrym sposobem jest również posiadanie odpowiedniego zaplecza w postaci małego składu części zamiennych, używanych.
Ostatnimi laty części do aut FSO skoczyły do góry z tego względu, że nie wszystkie są produkowane. Ogólnie można dostać wszystko oprócz kilku nowych elementów blacharskich, gaźników czy starego zapłonu, znanego jeszcze z Polskiego Fiata 125p, które są dostępne jeszcze tylko dzięki znajdującym się jeszcze starym zapasom bądź wyjęte z uszkodzonych aut.\

„Duże spalanie? To zależy.”

Jakość wyprodukowanych aut bardzo się od siebie różniła i nie każdy egzemplarz dawał się modyfikować. Silnik OHV, choć bardzo niedoskonały i mało żywotny (wał korbowy podparty na trzech łożyskach, można w różny sposób udoskonalić (ponadto bardzo dobrze adoptuje instalację gazową). Porting głowicy, obróbka kolektorów, bądź ich wymiana, inne moduły zapłonowe, większe dysze gaźnikowe… Możliwości było sporo, ale rezultat nikły. Moc wzrastała maksymalnie o około 5 KM, chyba że ktoś chciałby zaingerować w przeróbkę bloku silnika.
Gaźnikowe polonezy spalają od 7 do 13 l benzyny na 100 km, a przy skręconych dyszach nawet 6 l. Rozbieżność taka wynikała ze stanu silnika, nogi kierowcy i kilku innych właściwościach. Dobrze utrzymany silnik spalał średnio 8 l benzyny przy jeździe 80 km/h w trasie.
Miałem okazję jeździć kilkoma polonezami: Akwarium, Caro, Caro Plus na pełnym wtrysku, Truckiem na mono wtrysku. Przyznam szczerze, że najwygodniejszy był dla mnie Akwarium, zaś Truck za to najciekawszym, w którym obniżyłbym burty paki o połowę wysokości i uczynił z niego prawdziwego pick-upa. Caro i Caro Plus są dobrymi autami, jeszcze powszechnymi, ale nieciekawymi.
Polonez jest symbolem schyłku polsko-włoskiego piękna. Linia nadwozia stylizuje Włochy z lat 70. XX wieku, wnętrze (do 1997 r.) również ma tę swoją wyjątkowość, a jego zapach (do 1989 r.)… delicja. Nie ma potrzeby zawieszania świerków Wunderbauma, gdy słońce zagrzeje w szybę… pojawia się zapach lat 80. (a przy tym, to ze słońcem trzeba uważać, gdyż deska rozdzielcza lubiła pękać).
W tym samochodzie piękny jest styl i sentyment (choć w Caro sentymentu jeszcze brak). Montaż Orciari bądź tylko spojlera na tylną klapę i lakierowanie części zderzaków wizualnie usportowia Poloneza, a prawdziwą „wisienką na torcie” jest serce: Rover 1,4 16v – bardzo rzadki silnik budzący bestię z karoserii poloneza, tylko, który miał jedną wadę – wydmuchiwaną uszczelką spod głowicy, co powodowało duże koszty.
Dla osób niespieszących się w życiu, nie podążających za wyścigiem szczurów i z szóstym zmysłem do mechaniki, auto będzie dopełnieniem, umocni ich styl bycia. Nie ukrywam, że Polonez posiada bardzo dużo wad, ale zapewniam: solidna konserwacja oraz bieżące naprawy i serwisowanie uczynią z auta przyjemną zabawkę, zwłaszcza, że jeszcze niedrogą w zakupie.
Co prawda jako auto ma swoje humory i czasem wkurza, ależ powiedzcie, sami… . Niektóre kobiety mają to samo lecz znowuż mieć dziewczynę lub żonę, która również pasjonuje się FSO to wielki skarb.

I ja ten skarb posiadam.

Pozdrawiam

Janek

Godkowo, 26 stycznia 2019.

Leave a Reply

Theme by Anders Norén