Wielu z Was, Drodzy Czytelnicy, tytuł tego felietonu może zdziwić, bo jakże średniowieczni Prusowie mogliby świętować Narodzenie Pana Jezusa, skoro byli poganami?

Otóż nie świętowali. Wszystko zbiegało się z fazami księżyca, a szczególnie pierwszą zimową pełnią w czasie przesilenia, kiedy noc swoim panowaniem rozciąga władzę nad całym dawnym, znanym światem ludzkim. Misjonarze chrześcijańscy wędrując z nauką Chrystusa po ziemiach słowiańskich i pruskich, starali się łączyć tradycyjne wydarzenia z Biblii z ówczesnymi obyczajami.

Na przykład: siedemset i więcej lat temu tu w naszych okolicach średniowieczni Prusowie właśnie dzisiaj (wg nas obecnych 21. grudnia), zasiadali w chałupach oraz siedliskach rozpoczynając święto rodzinne. Mężczyźni i czeladź domowa wspólnie wykonywali domowe prace, śpiewali rodowe pieśni (m.in. ku czci domowych bóstw), uczyli małe dzieci mowy wraz z obyczajami, przygotowywali się do wypraw, nie zapominając także o powszechnym objadaniu się i pijaństwie. Kilka dni trwało takie świętowanie, aż patriarchowie rodowi odczytali rozpoczynający się przyrost dnia nad nocą.

Później w lauksach zbierano się wspólnie, rozprawiając nad tym, gdzie podążyć na wyprawę i jakie były potrzeby. Wielu młodych dostąpywało wieku, w którym trzeba było wykazać się nabytymi przez lat kilkanaście umiejętnościami, sprytem, zaradnością.

Popatrzmy, ze my również w tych samych dniach świętujemy Narodzenie Pana Jezusa w sposób „domowy”. Najpierw przygotowujemy jadła, wódki, sprzątamy mieszkanie, a później biesiadujemy nie odstępując od stołu. Czy coś się zmieniło? Zależy jak na to spojrzeć. Wiadomo czas poszedł naprzód, ale grunt jest ten sam: spędzamy ten czas w gronie rodzinnym, chociaż w nieco inny sposób.

Prusowie również przygotowywali się solidnie na ten czas. Polowania celem zdobycia cennego mięsa jak też skór trwały kilka tygodni, (odkąd okres przejściowy pór roku przeminął, a mróz lodem skuł rzeki i jeziora). Większość mężczyzn przebywała w lasach czekając na rysia, łosia, tura i najcenniejszą ofiarę: niedźwiedzia. Stosowali najróżniejsze sposoby na zwabienie przyszłej ofiary, znane później w średniowieczu.

Po świętach rodzinnych (naszym dzisiejszym Bożym Narodzeniu) rozpoczyna się okres wspomnianych wypraw grabieżczych celem pozyskania jeńców, skór i innych najpotrzebniejszych rzeczy. Czasem poszczególne lauksy kierowały się w granice obcych państw – do Mazowszan, Pomorzan i Rusów, a niekiedy tylko rabowały na terenie innego plemienia.

Taki stan rzeczy trwał do czasu siewów, kiedy kapłani wychodzili ze świętych gajów w pola odprawiając modły do bóstw ziemi – Kirche oraz do Żeminele. Podobnie i dziś, do ostatnich lat na łąkach lub przy kapliczkach wiejskich kapłani wiosną odprawiali Msze Święte, prosząc Boga o pomyślność plonów na nadchodzący rok.

Jest to smutne, że Polacy z każdym rokiem podlegają laicyzacji. Brak jakiejkolwiek wiedzy na temat naszej przeszłości przyczynia się do tego, że z każdym dziesięcioleciem, wraz z przemianą pokoleń, zapominamy o dawnych obyczajach. Święta Bożego Narodzenia obchodzimy bawiąc się na dyskotekach, w wigilijny wieczór pijemy wódkę i jemy kolację przy telewizorze. Odchodzimy od tego co jest święte (uroczyste) dla ludu.

Nikt z młodszych nie ujrzy sakralnego obrusu położonego na przyniesionym z czyjejś chałupy stole eucharystycznym, trzepoczącego się na wiosennym wietrze podczas Mszy o pomyślność plonów.  Ale o wiosennych siewach w następnym artykule z kategorii: „Prusowie”.

Pozdrawiamy

O. i J.