Dzisiejszy felieton napiszemy nieco w innym charakterze. Piszemy o wiosce wykluczonej ze społeczeństwa lokalnego, zaniedbanej przez samorząd. Mieszkańcy na zapytanie o stosunki wsi z władzami odpowiadają: „Jaka gmina? Tu nie ma gminy?” W istocie. Podzielone na „Stare”i „Nowe” Grądki rządzą się swoimi prawami, bardzo odmiennymi, niesprawiedliwie ustanowionymi.

Nie będziemy mówić o „Nowych” Grądkach powstałych w latach 60. jako Państwowe Gospodarstwo Rolne (nie jest to nasz zakres tematyczny), lecz o „Starych” Grądkach – poniemieckich.

Jakie były Grądki? Naszym zdaniem odpowiemy krótko:

 

PIĘKNE

Wyobrażam sobie reakcję czytelników, którzy w tym momencie myślą o mnie jako kretynie (Janek), ale osobiście uważam, że żadna miejscowość w okolicy nie była (jest) tak pięknie położona, gdzie w dolinie poniżej kościoła przy meandrującej rzeczce o źródlanym nurcie pasła się trzoda, a z wieży kościoła rozciągał się widok na całą okolicę (podobnie stojąc na wieży kościoła skowronowskiego nawet dziś przy czystym podeszczowym powietrzu widać dachy zabudowań i wieże kościołów w Pasłęku).

A dziś? Część „Starych” Grądek została wykluczona z map. Praktycznie nie istnieją. Nadto, powiat zrzekł się drogi na rzecz gminy, która jest przejezdna jedynie dzięki aktywności mieszkańców, którzy sami troszczą się o możliwość dojeżdżania do pracy. Kościół po podpaleniu został odbudowany dzięki ich staraniom (wyposażenie wraz z ołtarzem znajdują się w Kalniku), a coniedzielne msze święte odprawia w tamtejszym kościele dojeżdżający proboszcz z Rogajn – tak na marginesie: chyba ostatni kapłan starej daty w diecezji, zresztą wspaniały człowiek.

Porównując niemieckie fotografie i dzisiejszy obraz wsi możemy tylko żałować braku zaangażowania samorządu w tę część gminy. A nie można zaprzeczyć, iż w porze letniej Grądki są żywo odwiedzane przez turystów odpoczywających w pobliskich Klekotkach, Markowie, czy Plajnach. Gdyby zdecydowano się jedynie uporządkować wąwóz i zrobić park, poprawić drogę (naprawić mosty w Grużajnach i Nawtach) Grądki nie ukazywałyby  upadłego krajobrazu Prus Górnych.
Marion Donhoff bardzo lubiła przyjeżdżać do Grądek. Ostatnie chwile bytności niemieckiej na tych ziemiach w styczniu czterdziestego piątego roku prawdopodobnie spędziła właśnie w Gross Thierbach obserwując jak grupka żołnierzy zajmowała stanowiska obronne na kościelnej wieży i dachu najwyżej położonej obory (później skutecznie ogniem krzyżowym ostrzelali nacierających Sowietów).

Wielu Rosjan musiało polec w trakcie zajmowania Grądek, gdyż zostali pochowani w zbiorowej mogile, którą po roku odkopano. Oficerów i czaszki żołnierzy przewieziono na cmentarz żołnierzy radzieckich do Braniewa, natomiast ciała pozostały zakopane na tym oraz sąsiednim polu. Poniżej na zdjęciach przedstawiamy pozostałości cmentarza niemieckiego, znajdującego się wyjątkowo w centrum wsi:

Oceniam, że Grądki od lat czterdziestych XX wieku do czasu dzisiejszego utraciły około 70 procent zabudowań, w tym najbardziej rozpoznawalny Pfarrhaus (dom pastora), przed którym był przetrzymywany Aleksandr Sołżenicyn (tak to ten słynny sowiecki pisarz, autor trylogii „Archipelag Gułag”), oskarżony o agitację antysowiecką.
Tak wiec niepozorne Grądki oddają wyraźny akcent w dziejach tych ziem. Zostały one przedstawione w telewizji Rossija 1, jako wieś odkryta, a raczej odczytana ze wspomnień Sołżenicyna, z bogatą historią, świadczącą o zamierzchłych czasach.

Poniżej kilka fotografii przedstawiający PGR oraz Grądówko. Krzyż stojący przy szosie został przeniesiony z cmentarza w Grądkach.

Wstyd byłoby nie wspomnieć o znajdującej się w Grądkach strzelnicy:

/Mapa pochodzi z bundesarchiv, a zdjęcia z niebieskiego albumu Hinza/