W dzisiejszym felietonie po raz drugi spotykamy się z Żuławami. Tym razem nasza wycieczka była dłuższa z racji położenia wsi. Markusy są położone bardzo rozlegle i choć, że pobyt na Żuławach zajął nam prawie całą niedzielę, nie udało nam się wszystkiego zwiedzić.

Od początku naszej działalności skupialiśmy się na dokumentowaniu miejscowości, położonych w obrębie Pasłęka i Ornety. W zeszłą niedzielę zdecydowaliśmy jednak inaczej, aby pojechać na tereny dawnej delty Wisły, a właściwie lewej jej odnogi – Nogatu, zmeliorowanej przez sprowadzonych tu w XIV wieku Holendrów, nazywanych przez nas Mennonitami (proszę mnie poprawić, jeśli coś omyliłem).

Mijając Jelonki i kierując się przez Marwicę na zachód wjechaliśmy w zupełnie inny krajobraz, charakteryzującym się płaskim terenem, bez jakichkolwiek wyżyn, gęsto porośnięty trzcinami i pojedynczymi szpalerami przycinanych co kilka lat wierzb.

W samym Markushof niewiele pozostało do zwiedzania, ciekawymi obiektami, godnymi uwagi dla historyków i krajoznawców są domy podcieniowe oraz dwa cmentarze. My udaliśmy się na jeden z cmentarzy, pieczołowicie pielęgnowany znajdujący się w sąsiedztwie dwóch gospodarstw na jednej z kolonii Markus (oddalony o około dwóch kilometrów)