W Dobrym po raz pierwszy spotkaliśmy się ze zjawiskiem, kiedy nie ma z kim porozmawiać. Pokolenie, które pamiętało czasy wojny i przyjazdu na te tereny w latach czterdziestych XX wieku, prawie że wymarło – z trzech osób nie mogliśmy uzyskać informacji wymagających do sięgnięcia w pamięci.

Całe popołudnie spędziliśmy spacerując po Dobrym. Najwięcej czasu zajęło nam zwiedzanie starego kościoła, którego mury przypominają epokę krzyżackiej dominacji, a przyglądając się poszczególnym gzymsom i podporom można uzyskać wrażenie przebywania na dziedzińcu zamku w Marienburgu, Heilsbergu czy Konigsbergu (Malborku, Lidzbarku Warmińskim czy Królewcu).

Duża wieś wcześniej pełniła rolę gminy i to właśnie w Dobrym koncentrowało się życie społeczne całej okolicy. Później miejscowość podupadała, a dziś wyremontowana szosa znacznie poprawiła wizerunek Dobrego.

Domy i działki z każdym dziesięcioleciem przechodzą w posiadanie przyjezdnych, którzy albo je remontują, albo pozostawiają w ruinie. Pomimo zmian w architekturze i stopniowemu zanikaniu charakteru pruskiej wioski, Dobry pozostanie swoim Dobern, czymś w charakterze znanego niegdyś powiedzenia „stara panna w nowej sukni”.

Dziś krótko o miejscowości, w następnej części zajmiemy się cmentarzem i torami kolejowymi wytyczającymi półgranicę Dobrego i Spęd.

Ale zaraz…

„Nie odzyskamy tej ziemi karabinami, posiądziemy ją reischsmarkami (dolarami)”

Stwierdzenie podobne do tego zabrzmiało z ust córki jednej Niemki mieszkającej w Dobern przed wojną światową, w odpowiedzi na brak pozwolenia ze strony współczesnych mieszkańców na wejście dawnych właścicieli do jednego domu w Dobrym. Te słowa, które można by nazwać przekleństwem skierowanym w stronę nas – Polaków zamieszkujących dawne Ostpreussen (wypada wspomnieć wydarzenia ze wsi Narty sprzed kilku lat, kiedy sąd rozstrzygał spór niemieckiej i polskiej rodziny w sprawie zamieszkiwanego obecnie przez Polaków domu), te słowa powoli się spełniają. Ziemie rolne wokół Dobrego, Gładysz czy Słobit są uprawiane i wyjaławiane przez dwóch wielkich właścicieli ziemskich z Danii i Niemiec, których areały są stale powiększane kosztem polskich rolników.

Wśród lokalnej społeczności Dobrego, Tatarek i Gładysz krążą wieści o planie wykupienia całej wsi Gładysze (czyli wysiedlenie mieszkańców za opłatą) i stworzeniu niemieckiej wsi tematycznej. Podejrzewam, że gdyby właścicielom odbudowywanego pałacu von Dohna-Schlodien udał się ten zamysł, w ślad za tym krokiem wysiedlone zostałyby i Słobity (już są wystawione na sprzedaż), a Ostpreussen powoli odzyskiwałby swoje dawne oblicze.

(Zdjęcia współczesne z albumu Oliwii, natomiast czarno-białe z niebieskiego albumu Hinza.)