(Na publikację nagrania została wyrażona zgoda. Poniżej krótki fragment naszej rozmowy dotyczący pierwszych lat powojennych i poświęcony stosunkom, jakie panowały wśród pierwszych polskich mieszkańców Miłosnej i ostatnich przebywających tu Niemców, którzy zostali później wywiezieni na Zachód. Prezentujemy relację w dwóch wersjach – wstępnie opracowaną i w formacie MP3.

Jeśli ktoś byłby zainteresowany informacją nt rozmówcy, z którym miałem przyjemność poprowadzić wywiad, zachęcam do pytań na facebooku lub na e-mail: janek.jaskot@o2.pl) .

– Ja jestem z 1930, ale mam wpisane 1933. No wiesz, w tamtych latach każdy miał ujęte (by nie wywieźli na roboty do Niemiec czy na Sybir). Zelwa, Różana, Wołkowysk – stamtąd pochodzę, tak jak twoje dziadki, wioska Wilcza Góra. (…) Tam z jednej strony były łąki. Takie kolonie tam były. Z jednej strony były łąki, tam dalej lasek, a tu z tej strony były pola orane i wioska była: Bezwodna. Mieliśmy może do tej wioski z kilometr, może nie. Kiedyś tam był majątek, później zaś po tym majątku działki i tak ludzie dostawali po kawałku tego lasu.

– A czy tam do uprawy ziemie były dobre?

– (…) Aaa tam nie były takie dobre ziemie.

– A jak tu było jak przyjechaliście? (…) To był rok czterdziesty siódmy prawda?

– Czterdziesty szósty.

– I tak  razem z naszymi Jaskotami?

– Razem. W jednym wagonie (…) Cztery rodziny nas tam chyba wepchali.

– I to z krowami, ze wszystkim?

– Krowy mieli osobno wagon (…) Wagon był taki towarowy. (…) To było wiosną, na Wielkanoc drugiego kwietnia. Drugiego maja my już w Miłosnej byli. Meldowaliśmy się tu w Miłosnej, a we Wielkanoc tośmy byli w Pasłęku na stacji.

– Czy jak przyjechaliście byli tutaj Niemcy?

– Z tego domu (przy krzyżu) byli, ale tu nie mieszkali. Byli u Rynkiewiczów. Tam na górze mieszkała Niemka i dwóch chłopaczków, a na dole, tu gdzie Ozgi to było dwie Niemki, takie starsze. Tu gdzie Polakiewicz to było dwóch Niemców – braci. Jeden miał gospodarkę tu gdzie Darmorost (kraniec Miłosnej przy wylocie na Osiek), ale że byli sami to później mieszkali gdzie Polakiewicz. No i tu na górze gdzie Rzepkowa była – cała rodzina, która nazywała się Fischer. To córka Fischera była właśnie z tego domu, ale w czasie wojny to mieszkała z ojcem. Męża jej zabrali na wojnę. Ona w wojnę ślub brała. Po wojnie przyjeżdżała tutaj. Była raz. Ja ją poznałam. Przyjechała z dziesięć lat temu z córką i zięciem, bo ten jej mąż przeżył, odnaleźli się i córkę miała, bo jedno dziecko (dziewczyna musiała urodzić dziecko jeszcze w czasie wojny, ale zmarło, więc pochowano ją na omawianym później wiejskim cmentarzu)  miała, to tu pochowała na cmentarzu tu koło piaskowni. Ja ją poznałam, on mnie nie poznała (…) Było trochę tu Niemców. Tam na górze było ich trzech (gdzie pani Stefanowa mieszka). Dzieci i takie starsze. Mężczyzn też było trochę, ale starsi.

– Ich zabrali chyba rok później?

– Tak. Zabrali ich do Jankówka – do tego PGR-u. Jeden Niemiec często przychodził do nas. Przyszedł, prosił chleba. Widocznie im tam nie dawali. Do nas często przychodzili, bośmy mieli krowy, mleko. Nie wiem ile siedzieli, później wywieźli do Niemiec.

– Wyście tak naprawdę razem żyli?

– Tak. Oni przyjemne byli. My „powojaki” zawsze dostawaliśmy kartki. Dawali to na cukier, to na chleb. A oni nic. Chodzili, prosili. Zawsze ojciec, czy mama, chleba, mleka, czy ziemniaków – cośmy mieli to się dzielili.

– A odnośnie cmentarza… Czy tam było więcej grobów?

– Było bardzo dużo. Tam kaplica była spalona, tylko gruz był. I był ładnie ogrodzony. Ten płotek zabrali do kościoła w Osieku.

– A ta kaplica, z której strony była?

– A od nas, od Miłosnej, tu na rogu. Przy niej było ładnie ogrodzone. Taka brama była. A ten żywopłot, to pamiętam, nieboszczyk Stefan ścinali, a teraz po tym to już znaku nie ma. A grobów było bardzo dużo. Te groby (pomniki) to z początku zabierali, napisy zeszlifowali i sobie stawiali to w Pasłęku, to indziej, bo naprawdę były z dobrego kamienia. Drogie groby były. Dawno tam nie byłam, bo nie mam siły chodzić.

– Jedna tablica jest.

– Był rząd tych tablic. Widocznie jaka rodzina była tam pochowana. Stały w rzędzie jednakowe i napisy były jednakowe. Rodzina musiała tam być. Te marmurowe trochę potłukli, trochę pozabierali. Poniszczyli, naprawdę. (…) No, jak my tu przyjechali, to z polskich rodzin byli tylko Polakiewicze, Połczyńskie, Waśniewskie, Rawa, Borkowski i my później przyjechali, a tak to Niemców było jeszcze trochę. Z początku „śmy” się trochę bali, bo to Niemcy, ale… przychodzili, trochę już po polsku łapali (rozumieli i mówili).

– A czy tu było tak, że razem pracowaliście z Niemcami?

– A chętnie przychodzili coś pomóc (…) No ,ale jak żeśmy tu przyjechali to nic nie było. Pustki były.

– Jak się patrzy na te pola to wszystko tak samo wyglądało?

– Nie, tu było orane. Tu zagrody porobione dla krów czy coś takiego. Było pięknie.

– Ten stawek tutaj był?

– Był ładny. I ryby na nim łowili…