Proza - polemika

Pogrzeb

Tamtego dnia pogoda była zmienna. Z rana niebo zachmurzyło się co też zapowiadało zbliżający się deszcz. Przed południem zerwał się wiatr, który jednak rozjaśnił ciemne niebo. 
 Pamiętam, iż było to dziesiątego lipca po godzinie jedenastej. Siedziałem wtedy za kierownicą niebieskiego Volkswagena Passata czekając na kondukt prowadzący przed sobą trumną z ciałem.
 Mimo tego, że słońce ukazało się zza chmur nie było mi gorąco. Opuszczone okna dawały przyjemny powiew zachodniego wiatru, który lekko poruszał czubki świerków otaczających cmentarz od strony drogi, które zarazem dawały przyjemny cień. Znajdowałem się na poboczu gdzie po prawej stronie miałem stary zardzewiały płot i wspomniane świerki, z lewa rozciągał się widok na pola, a dalej w dolinie na bukowy las.
 Gdy tak siedziałem z laptopem w dłoni, usłyszałem cichy śpiew pieśni żałobnej, a po paru minutach ujrzałem jadący wolno ku wzgórzu karawan, a za nim idących powolnym krokiem ludzi, których prowadził ksiądz z organistą i ministrantem po obu stronach.
 Odgłos śpiewanej pieśni nasilał się z każdą chwilą. Niebawem pochód zatrzymał się pod bramą cmentarza. Z karawanu prędko wysiadło czterech jednakowo ubranych mężczyzn, którzy wziąwszy trumnę na barki ponieśli ją na miejsce pochówku, gdzie też szli uczestnicy tej przykrej ceremonii.
 Wysiadłem z auta i jako ostatni przekroczyłem bramę. Wszedłem w linię starych grobów z oddali przyglądając się pochówku. Obok mnie spostrzegłem starszą kobietę uprzątającą jeden z nagrobków. Namyślając się krótko podeszłem do tej pani:
 - Przepraszam bardzo... - zacząłem półgłosem
 - Tak?
 Patrząc chwilowo na tłumek ludzi w środku którego stał kapłan w białej komży i fioletowej stule zawieszonej na szyi zapytałem:
 - Mogłaby mi pani powiedzieć kogóż tam chowają?
 Kobieta wyprostowała się ocierając końcem rękawa koszuli czoło. W drugiej rekce trzymała małą motyczkę.
 - A takiego... - odpowiedziała obojętnie - Podobno kiedyż był on partyzantem.
 - Partyzantem? - zdziwiłem się słysząc słowa kobiety wydającej mi się dosyć rozmownej.
 - Tak. Pan wybaczy, że mówię do pana jak do "swojego" - powiedziała - ale u nas prawie każdy z każdym tak rozmawia - dodała
 - To nic. Proszę się tym nie przejmować! - odrzekłem - Kiedyś mieszkałem tu w okolicy.
 - A gdzie, jesli można wiedzieć?
 Opowiedziałem jej krótko o moim dzieciństwie i pracy.
 - Zastanawiam się tylko, dlaczego przyszło tak mało ludzi?
 Kobieta stała wyprostowana obok mnie i w chwili, gdy oboje patrzyliśmy na moment opuszczenia trumny do grobu odpowiedziała:
 - Tego to nie wiem - i dodała po chwili - Z tego co mi ciotka kiedyś opowiadała, to on był męczony przez Niemców i przez naszych, a kiedy go nie widziałam: w kościele, czy siedzącego przed domem na ławeczce, to zawsze był ubrany w grubą kurtkę lub płaszcz, bez względu na to, czy to była zima, czy lato.
 - Nawet w upalne dni? - niedowierzałem
 - Tak, jedni gadali, co to od bicia i katowania, podobnież że siedział gdzie wczesną wiosną w ziemiance gdzie przemarzł.
 Trumnę złożono do grobu i przy wtorze śpiewanego "Wieczny odpoczynek" zasypywano dół ziemią. Gdy ludzie skonczyli powtarzać śpiewaną przez nich modlitwę, odezwał się mały paruletni chłopiec nucąc bezmyślnie usłyszaną gdzieś i nieznaną sobie melodię hymnu narodowego:
 - La, la, la, la...
 Matka próbowała uciszyć swojego synka, jednak nic nie mogła zrobić. Chłopiec nucił dalej. Nikt mu teraz nie próbował przeszkadzać, przeciwnie, ich twarze zmieniły wyraz z żalu we wzruszenie. Wtedy kobieta powiedziała:
 - Nie potrzeba jemu warty honorowej, uroczystych salw, czy też pomników. Bóg zezwoli, by pozwoli by pamiętali o nim i jego poświęceniu dla innych.

Preussisch Holland; lipiec 2013

1 Comment

  1. Danuta

    Wzruszajaca,napisana w bardzo dobrej jakosci opowiesc-dziekuje

Leave a Reply

Theme by Anders Norén