Czas święta zmarłych można szacować na dni nieco wcześniejsze, niźli obchodzimy dziś. Prusowie nie mierzyli czasu na tygodnie i miesiące, nie liczyli godzin, a jedynie zliczali dni znacząc je kreskami na drzewach (ustalali dni targów i rynków) oraz obserwowali zjawiska pogodowe. To jak zachowywało się niebo, na ile ciepła czy chłodów można było liczyć każdego dnia wyznaczała pogoda, jednocześnie każda zmiana z nią związana nakazywała podjąć działania pomagająca przetrwać do kolejnego roku.

Tak też świadomi dokonanych żniw, później ponad kilku dni uroczystości pożniwnych, po których niejeden obywatel chadzał z nadętym brzuchem, chwiejnym krokiem czy bolącą głową, zmuszeni byli poczynić przygotowań do kolejnych uroczystości. Odwiedzano masowo łaźnie, gdzie przywracano tradycyjną niespotykaną nigdzie indziej w świecie narodów higienę, kobiety uporządkowywały gospodarstwa, mężczyźni z synami i niewolnymi uprzątali obejścia oraz budynki gospodarcze, a bartnicy wracali od swych leśnych barci uginając się pod ciężarem znoszonego miodu uprzednio usypiając w puszczy swych pszczelich pracowników do zimowego mrozu.

„Mało w czas, robót wraz!” Tak w trakcie jednego dnia należało się wszystko uporządkować i przygotować na nowe Święto, które następowało zaraz następnego dnia. Wychodzono z domów do świętego gaju danego lauksu, by razem z kapłanami po odprawieniu początkowych modłów udać się na cmentarze. Tam rozkładano niesione ze sobą jadło i napitki gdzie organizując uczty zapraszano zmarłych do wspólnego uczestnictwa wzywając ich imiona, sławiąc ich czyny pieśniami. Rozpoczynano ucztę odrywając z każdego kawałka jedzenia kęs rzucając go na ziemię, który oblewano odrobiną pitego syconego miodu czy kumysem.

Tak przez wiele dni wspólnie jedzono, upijano i bawiono się, rozmawiając z nieobecnymi, radząc się ich czy wielbiąc za czyny bohaterskie. Coraz więcej wznoszono toastów wierząc że przodek w życiu pozaziemskim lepiej się będzie czuł. A duchy spoczywające w drzewach świadczyły to rozmawiając szumami liści pomiędzy sobą.

Po paru dniach cmentarz rzedł, mieszkańcy wracali do domów, a wszystko co pozostało wkrótce zakrywał śnieg. Noce były coraz dłuższe, na świecie coraz chłodniej. Zbliżał się powoli czas nowego święta, na który jednak trzeba było czekać do najkrótszych dni w roku. Mężczyźni polowali bądź organizowali wyprawy łupieżcze do ziemi Pomorzan, Mazowszan, Żmudzinów, czy Rusów, a kobiety z dziećmi czy czeladzią zajmowali się pracami porządkowymi – szyto odzież, śpiewano wieczorami i robiono to wszystko na co pozwalała zima.

Na fotografii powyżej : Pruski pochówek (żródło: http://www.club-kaup.narod.ru/rec/books/archaeological_catalogue_bay_2009_)