Polska motoryzacja - to czym podróżujemy ;)

Fiat 125p – 50 lat minęło

Dziś nieco inne zagadnienie poruszane w treści. Otóż kilka słów zapiszę o wizytówce mojej działalności, o jednym z aut, symbolu polskiej motoryzacji, najczęściej i najchętniej rozpoznawalnym – Dużym Fiacie.

Cztery lata niedługo przeminie odkąd zakupiłem go od przesympatycznego starszego pana z Zielonki Pasłęckiej. Przez ten okres nabierając doświadczenia w prowadzeniu i obsłudze tego auta, wiele dowiedziałem się o jego kaprysach, zgłębiłem i poznałem podstawy mechaniki pojazdowej. Nie jest trudno jeździć nim na co dzień. Duże spalanie benzyny przy tak nikłych osiągach i dynamice tego pojazdu zniechęci każdego do każdodniowej jazdy tymże pojazdem rodu z Żerania. Ale czy o to chodzi? Czy to jest pojazd do rajdów terenowych, wyścigowych, służący jako wół roboczy?

Nie. Każdy kto choć przejechałby jeden kilometr tym samochodem zrozumie jak wyjątkowe jest to auto. Jak dźwięk pracującego silnika a nawet stukające rozregulowujące się zawory potrafią być miłe dla uszu niczym słuchanie ulubionego wokalisty.

Do tego świadomość że jest ta możliwość przemieszczania się samochodem wytworzonym przez polskie ręce.

W tym przypadku nie wypada pamiętać o działającym w przeszłości socjalizmie mocno ograniczającym możliwości polskich konstruktorów próbujących modyfikować starą włoską konstrukcję z lat 50. Dlatego fiacik nie przetrwał próby czasu i w roku 1991 zakończono jego produkcję.

Ale nie z tej okazji piszę ten tekst. Każdy posiadacz 125p ma świadomość że bieżący rok w historii polskiej motoryzacji jest pewną rocznicą. Mianowicie dwudziestego dziewiątego listopada pięćdziesiąt lat temu z taśmy montażowej w żerańskiej Fabryce Samochodów Osobowych zjechał pierwszy w historii fabryki Polski Fiat 125, który będzie pierwszym krokiem do zmotoryzowania Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej (później tę rolę przejmie Fiat 126p).

Nie będę pisał o jego historii, gdyż nie każdego to będzie interesować, nadto wspomnę że produkowano go w kilku odmianach: sedan-berlina, kombi oraz rzadko spotykany pick-up. Z wersji silnikowych FSO proponowało motor w dwóch wersjach 1300 i 1500 (wyszła też setka egzemplarzy z silnikiem Volkswagena, 1,6D) a w ostatnich dwóch latach produkcji montowano także sporadycznie polonezowski 1600. Część fiatów (co ciekawe wyprodukowanych w dużo lepszej jakości) wysyłana była na eksport niemalże na cały świat. Spotykało się je w Europie, Afryce Północnej, Ameryce Środkowej, a nawet w Azji. W 1983 roku włoski fiat zabrał licencję polskiej odmianie z powodu bardzo niskiej jakości produkowanych na rynek polski – nie chciał podpisywać się pod polską produkcję ( zdarzało się że fiaty i polonezy rdzewiały już w trakcje wyjeżdżania z fabryki) ponadto wybrakowane z detali trafiały do Polmozbytów, a przez nie do klientów, którzy długo, niekiedy latami musieli czekać, umieszczając wcześniej w PKO przedpłaty.

To właśnie MR 83 trafił do mnie. Egzemplarz na zdjęcie został wyprodukowany w drugiej połowie 1990 roku. Niektórzy słysząc podawany przeze mnie rocznik dziwią się bardzo („To w latach dzięwięćdziesiątych tłukli jeszcze fiaty?”). Tak tłukli, gdyż prasy wyciskające elementy karoserii były już w takim stopniu zużyte, że fachowcy tłukli  blachy młotkami, stąd częste niedopasowanie poszczególnych elementów, stukające osłony z tworzywa nie za dobrze przylegające do blachy w trakcie jazdy. Mnie to nie przeszkadza, to po prostu trzeba polubić.

Popatrzcie na wnętrze. Pojawiły się już okrągłe zegary na desce rozdzielcze, welurowe fotele stały się standardem, a założone brązowe pokrowce wyścielone gąbką czynią z nich poziom wygody dorównujące Mercedesom. Czarny skajowy pulpit, podszybie i boczki drzwi, niklowane korbki drzwi,  klamki i charakterystyczny ukośny drążek skrzyni biegów z Poloneza. A ten zapach, który posiadały w sobie fiaty. Normalnie zbrodnią jest zawieszanie choinek Wunderbaum czy innych zapachów. Wystarczy wsiąść do środka w nagrzane słońcem wnętrze i zadowolonym jechać dalekoo, daleko do opróżnienia niewielkiego 40 litrowego zbiornika.

Myślę że bardzo interesujące będzie gdy opowiem krótko jak sprawuje mi się fiacik. Otóż muszę powiedzieć, że skrajnych sytuacjach lubi się psuć (kilka dni temu miałem taką sytuację), nawet z tego powodu nie zdenerwowałem się gdyż ostatnio przemierzyłem nim bez dłuższego wytchnienia parę tysięcy km i wszystko było OK, więc miał prawo po kaprysić – a to dlatego że padał ulewny deszcz i nie chciało mu się wyjeżdżać gdzieś dalej ;). A tak ogólnie to nie jest źle. W ciągu przejechanych prawie 20 tys km miałem małą awarię gaźnika, alternatora, rozrusznika (śruba mocująca się odkręciła). Z zawieszenia, co jakiś czas trzeba wymienić końcówki drążka i sworznie zwrotnicy, wiadomo olej, płyny i filtry.

Najważniejsze jest to aby na czas wymieniać oleje i filtry, gdyż skraca to bardzo żywotność silnika i innych układów – skrzynki biegów i tylnego mostu. Najmniej raz do roku trzeba czyścić hamulce, oraz pozbywać się śladów rdzy praktycznie wszędzie na karoserii czy podwoziu. Jeśli dopełnimy tych warunków jak też zorganizujemy mu suchy, niekoniecznie ciepły garaż, będzie służył na długo i cieszył swojego właściciela przez wiele lat.

Bardzo zachęcam do kupna aut produkcji polskiej. Są jeszcze dostępne egzemplarze w niskich cenach, części są łatwo dostępne i co ważne BARDZO TANIE.

Najciekawszym zagadnieniem jest spalanie benzyny. Otóż to zależy…. od wszystkiego. Od stanu samochodu, nogi kierowcy, przejeżdżanej drogi, pory roku i umiejętności jazdy, tak prawdę mówiąc to trudno ocenić ile „bandzior” spala mi benzyny. Na dzień dzisiejszy mogę ocenić to w zakresie 7,5 – 13 l / 100 km.

Podobnie jest z polonezami. Warto dziś kupić Poloneza Caro, czy Poloneza Caro Plus. Zwyczajnie utrzymany egzemplarz można kupić tylko za tysiąc złotych, by za kilka lat cieszyć się pełnoprawnym klasykiem, lub zainstalować gaz i jeździć każdego dnia. Naprawa takiego samochodu jest bardzo prosta. A auta rodem z FSO są bardzo tanie do utrzymania i stylistycznie bardzo ładne.

Na przykład pokazany na fotografii z prospektu poniżej Polonez MR 78, czyli znany nam wszystkim jako „Borewicz”:

Jeśli spotkacie mnie 29. listopada w trasie bliższej lub dalszej trąbiącego zawzięcie, nie myślcie że zgłupiałem. Podejrzewam że większość posiadaczy fiatów będzie tak robić, chcąc uczcić choć na chwilę 50 rocznicę rozpoczęcia produkcji POLSKIEGO FIATA. Jest to taki zwyczaj, że sygnałem dźwiękowym i światłami oznajmia się przejechaną kolejne 100 tysięcy kilometrów. A w takim aucie to zjawisko nieczęste, gdyż często silniki z takim przebiegiem trafiały na złom, albo były już w trakcie remontu kapitalnego.

Pozdrawiam

JMJ

 

Leave a Reply

Theme by Anders Norén