W dzisiejsze niedzielne przedpołudnie mogliście mnie, drodzy czytelnicy, spotkać w Kwitajnach Wielkich. Otóż dziś  postanowiłem dowiedzieć się więcej na temat tej, pięknie położonej wśród lasów i łąk, miejscowości. Mogę przyznać że w swojej historii Gross Quittainen przeżywa swoją drugą młodość. Zmieniona architektonicznie, dawno straciła obraz typowej niemieckiej wsi (w dalszym ciągu zamieszkane, w pełni tego słowa znaczeniu, pozostały zaledwie dwa domy z czerwonej cegły i dachówki „holenderki”) a w ich miejscu powstały bloki mieszkalne wybudowane w początkach lat osiemdziesiątych nadające okolicy tę świeżość, jaką widać we współczesnej XX wiecznej wsi. Jednocześnie w sąsiedztwie znajdują się jeszcze budynki gospodarcze o dawnym charakterze, uszkodzone zębem czasu i zaniedbania.

Trudno dziś określić jak przed wojną przebiegały granice wsi. Zabudowania Kwitajn Wielkich, jak i Kwitajn Małych nazywane niegdyś Ostrułkami rozciągały się na przestrzeni ponad kilometra w linii drogi Osiek (Hermsdorf) – Dobry (Dobern) oraz około 400 metrów od skrzyżowania w kierunku południowym do Szymbor.

Niegdyś w Ostrułkach podobnież znajdowały się dwa większe domy, nazywane przez pierwszych polskich osadników, pałacykami, kilka domów podcieniowych, jak i parę zabudowań z pruskiego domu, noszące charakter osad średniowiecznych, kiedy to cegła pełniła wyłączną rolę wypełniacza muru. Dworaki oraz czworaki zamieszkiwane przez rodziny parobków (pracowników) wraz z sąsiadującymi budynkami gospodarczymi tworzyły mniejsze gospodarstwa. Mogła znajdować się również mała gospoda umożliwiająca gromadzenie się miejscowych w zimowe mroźne wieczory przy gorącym piwie czy sznapsie.

Jest pewnym, iż dawni mieszkańcy obu Quittainen nawiązywali częste relacje z mieszkańcami nieodległego Osieka czy Dobrego. Sądzę, że nie ograniczały się one jedynie do napraw kowalskich czy innych drobnych przysług, a często spotykano się w polu czy w  trakcie uroczystości pożniwnych, w Polsce nazywanymi dożynkami.

Polscy osadnicy przybywszy w trzech falach repatriacji i akcji „Wisła” początkowo zamieszkiwali całymi rodzinami w jednym z pałacyków oraz przystosowanych do zamieszkania oborach. Bydło przez pierwszy rok wypasano razem, później gdy już każdej rodzinie przydzielono mieszkanie, wydano zboża na zasiewy i podzielono po określonym areale ziemi, każdy gospodarzył na własne potrzeby.

Dzieci uczęszczały do szkoły podstawowej w Osieku, a wieś podlegała kolejno gromadom w Dobrym, następnie przez krótki czas w Osieku, a w rezultacie siedziba gminy – gromady powróciła do Dobrego. Dziś przynależy do gminy Godkowo. Parafia tak samo jak przed wojną  – Osiek. Ze szkołą w Osieku jest również powiązana historia jak jednego roku zniszczono wszystkie ozdoby jakie przygotowywano na uroczystości pierwszomajowe. To kim byli sprawcy tego antysocjalistycznego incydentu szersza okoliczna społeczność usłyszała kiedy wydarzenie powtórzyło się w Pasłęckim liceum kilka lat później. Sprawców – dwóch braci z Osieka zostało aresztowanych przez Urząd Bezpieczeństwa. Niewątpliwie musieli być uczestnikami w katowniach UB, a to jak torturowano i mordowano członków podziemia niepodległościowego, to już każdy myślę wie z filmów, internetu, czy prasy narodowej. Skutkiem tego, jeden z braci niebawem zmarł, drugi zaś chorował do końca życia (chodził całe życie, czy zima czy lato w watowanej grubej kurtce – i starsi pokoleniem powiadają, co musiało być to przez tortury, bądź wielotygodniowe ukrywanie się w ziemiance pod w lasach między Osiekiem, Szymborami oraz Kwitajnami.

W felietonie z 20. sierpnia na portalu facebook pisałem o pozostałościach Kwitajn Małych. Po pożarze spowodowanym przez nieostrożnego żniwiarza, który podobnież zasnął z zapalonym papierosem, osada pozostała opuszczona. Większość mieszkańców przeprowadziła się do Piskajm (Peiskam), kilka osób znalazło się w Dąbkowie i na kolonii Dobry. Pozostałości zabudowań z czasem podzieliły los rozbiórki, a cegła oraz pozostały materiał zasiliły gospodarstwa z okolicznych wsi. Wszelkie pozostałości sadów i ogrodów, poza opisywanym wcześniej przeze mnie zagajnikiem zostały zaorane przez ciągniki jednego z gospodarzy (a trzeba wspomnieć, że drzewka owocowe pamiętające sadzące je ręce niemieckie często były chwalone przez naszych ojców i dziadków).

Na mapce z 1800r. przedstawionej powyżej ukazującą ziemię pasłęcką zakreśliłem na czerwono Gr. Quittainen, historyczny powiat pasłęcki powstał nieco później, natomiast jest to potwierdzeniem iż miejscowość już w XVIII dobrze prosperowała.

Obecnie z osadników którzy w roku 1947 przyjechali zasiedlić te ziemie pozostała jedna rodzina. Jej członkom bardzo serdecznie dziękuje za rozmowę i worek cennych informacji. Przyjąłem w swoich felietonach zwyczaj nieumieszczania nazwisk, ale wiem że sąsiedzi na pewno będą wiedzieli o kim mowa.

Mimo pięknego i urokliwego położenia Kwitajny są w początkowej fazie wymierania (podobnie jak pozostałych miejscowościach). Brak jest młodych osób. Z podwórek nie słychać krzyków i wołań bawiących się wieczorami dzieci.  Miejscowość jest świetnym punktem do wycieczek rowerowych po całej okolicy, turystów podróżujących np do ruin pałacu rodu von Dohna w pobliskich Gładyszach.

Niestety nie mam żadnych zdjęć Kwitajn sprzed wojny

Pozdrawiam

J.M.Jaskot