O Godkowie pisano nie jeden raz. Wielokrotnie przypominano jak żyło się przed wojną, zdjęcia miejscowości oraz gminy wypełniają cały Internet, dużo mówi się o centrum miejscowości i postawionej w pobliżu dawnego cmentarza ewangelickiego cerkwi.
Otóż jakiś czas temu przypadkiem natrafiłem na krótką relację wartą szczególnego omówienia. Niemiecki żołnierz – czynny świadek minionych tragicznych wydarzeń w styczniu i lutym 1945 roku – zapisał w swoim pamiętniku wydanym później w Niemczech tragiczne wspomnienia umiejscawiając je w przejezdnej miejscowości, którą biały z czarnymi napisami drogowskaz nazywał (Göttchendorf). Sprawdzając w leksykonie niemieckich nazw miejscowości Ostpreussen oraz wspomniane kontrnatarcie 4. Armii gen Hossbacha z 27. stycznia można zgodzić się iż relacja pochodzi rzeczywiście z jednego domu bądź gospody w Godkowie. Niestety trudno jest określić który mógł to być budynek, a może lepiej byłoby gdybym po prostu nie napisał w którym punkcie Godkowa dane wydarzenie miało miejsce.
Zbliżając się do sedna wspomnę jeszcze o natarciu 4. Armii. Jednostki niemieckie odcięte od Pomorza przez korpusy sowieckiego 3. Frontu Białoruskiego podjęły atak z okolic Lidzbarka Warmińskiego celem przebicia się przez pierścień okrążenia i połączenia się z 3. armią Pancerną, niestety Rosjanie wezwali posiłki zatrzymując Niemców na przedpolach Pasłęka, dlatego w kilku punktach naszej gminy odbyło się kilka małych bitew pancernych, a ich ślady są widoczne do dnia dzisiejszego. Ziemia pokryła nie odnalezione jeszcze liczne mogiły żołnierzy niemieckich.
Późnym popołudniem 27. bądź rankiem 28. stycznia Wehrmacht ponownie zajął Göttchendorf. Mieszkańcy którzy przeżyli obecność Sowietów wyglądali z ukryć nie będąc pewnym czy żołnierze w zimowych uniformach to ich rodacy. Żołnierze odruchowo przeszukując zabudowania poszukiwali ukrywających się pojedynczo czerwonoarmistów.

„Było to rankiem chyba 28. stycznia, pamiętam, w zawiei śnieżnej. Weszliśmy do wioski o nazwie Göttchendorf. Kilka budynków podpalonych przez uciekających czerwonoarmistów (choć jest jedna relacja, była ona w dwójnasób interpretowana) wyraźnie płonęło wyróżniając się z powszechnej bieli i czarnej przestrzeni mroku. Porucznik rozkazał dowódcy drugiego plutonu zabezpieczyć drugi kraniec wsi, a nam przypadło przeszukiwanie poszczególnych domów i wyłapywanie kryjących się żołnierzy wroga. Razem z grenadierami z mojej drużyny weszliśmy do pierwszego domu. Przy przechodzeniu z sieni do salonu jeden z grenadierów potknął się w progu. Poświeciliśmy latarkami. Na podłodze w przejściu leżał mężczyzna w późnym wieku. Czarny serdak i jasna koszula poplamiona była na czerwono, podobnie jak i siwe włosy na głowie. W ręku dłoń kurczowo trzymała czarną laskę. Widać musiał bronić się, toteż co kawałek drewna mógł zadziałać z siłą i kolbą pistoletu maszynowego. Świadomi już że nikogo żywego nie spotkamy, w świetle latarek całą grupą stanęliśmy na środku pokoju. Przed nami na stole leżała młoda dziewczyna z odkrytą dolną częścią ciała i rozchylonymi nogami.
Wełniany zapinany na guziki sweterek rozerwany u jej piersi, koszula zabarwiona czernią skrzepłej krwi. Twarz jej była posiniaczona i podrapana, włosy leżały bezwiewnie na drugim krańcu stołu. Zamilkliśmy. Któryś z chłopców nakrył jej jeszcze nogi podartą suknią. W kącie pod ścianą leżał mały chłopiec. Wyglądał na może z siedem, osiem lat. Wyobrazicie sobie jak mógł wyglądać takie dziecko z rozbitą głową w nienaturalnie wychylonej na bok pozycji? A my widzieliśmy to i pierwsza myśl jaka pojawiła mi się to, że musieli podnieść go za nogi i rozbić jego główką o ścianę. Tynk w miejscu obok był również zabarwiony”

Poniżej dołączam pocztówkę gospody i szkoły.
Jan M.