Przed rozpoczęciem relacji chciałbym podziękować całej ekipie: Monice, Przemkowi, Jarkowi oraz pełniącego rolę przewodnika panu Jankowi. Polonez również bezawaryjnie wypełnił swoją rolę przewożąc nas po bezdrożach pól i łąk w trudno dostępne miejsca, co też uważam za sukces.
Aby rozpocząć naszą podróż ku fortyfikacjom należy wspomnieć o miejscu skąd wyruszyliśmy. Otóż po minięciu Bardyn zatrzymaliśmy się przed zjazdem na wyłożoną kamieniem leśną drogę prowadzącą w las tuż obok rzeki Pasłęki, następnie udaliśmy się już pieszo w kierunku zachodnim wchodząc na wysokie zalesione wzgórze. Ścieżka pokierowała nas gęstwiną na małe rozwidlenie gdzie ujrzeliśmy dwa stanowiska obserwacyjne, z których dawniej lufy karabinów maszynowych skierowane były w kierunku drogi i dorzecza Pasłęki. O tym jak wielką rolę w obronie Ostpreussen pełniły owe bunkry można dowiedzieć się nie tylko z lektury opracowań polskich, niemieckich czy sowieckich (rosyjskich) historyków, lecz obserwując i dotykając każdych ze ścian tych umocnień przepełnionych śladami zagłębieniami po pociskach mniejszego oraz większego kalibru. Z dwóch bunkrów na tym wzgórzu jeden został zniszczony całkowicie, natomiast drugi zachował się w 70% (brakowało wyposażenia i grubych stalowych drzwi, których los dawno zakończył się na jednym ze skupów złomu).
Opisane pokrótce miejsce było jedynie preludium całej wycieczki. Przekroczywszy Pasłękę i sfotografowaniu przez Monikę pozostałości dawnego mostu, który skontrastowałem ze stanem tego obiektu w latach 30 XX wieku (zdjęcia poniżej) podczas drodze do Stygajn obejrzeliśmy pozostałości kolejnego schronu wysadzonego najprawdopodobniej od wewnątrz przez wycofujących się żołnierzy (co widać po podniesionym stropie).
Następnie „Trapezem” minąwszy Stygajny udaliśmy się na główną pozycję obronną w tej okolicy, którą śmiało mogę porównać do miniaturowanego Pointe de Hoc w Normandii. Zamaskowany lasem pagórek od strony Pasłęki oddzielony piaszczystym klifem trudno dostępnym dla domniemanego nieprzyjaciela oraz świetnym miejscem obserwacji całej okolicy (Bardyn i drogi prowadzącej do Długoboru) stanowił niewielką pozycję obronną. Poprzedzielany setkami metrów okopów (nadal głębokich do wysokości pasa) oraz wybudowanymi pod ziemią żelbetowymi schronami połączonymi ze sobą tunelami po części zasypanymi niegdyś z dostępem do systemów: wentylacji, kanalizacji, połączony ze Stygajnami linią energetycznymi oraz najprawdopodobniej bieżącą wodą pitną punkt obronny na dłuższy czas wstrzymywał ataki Sowietów w 1945 roku. Starsze drzewa wycinane w ramach gospodarki leśnej nadal pełne są odłamków, a nie jeden drwal klnąc łamał zęby łańcuchów pił spalinowych lub natrafiał na niewybuchy ostrzałów artyleryjskich.
Jak widać na zdjęciach wnętrza bunkrów zachowane są przeważnie w dobrym stanie. Nawet dziś dostrzeżemy kolor ścian, napisy instruujące każde z miejsc do jakiego jest przeznaczone, a na jednym ze zdjęć zobaczymy pozostałości dawnej toalety (jak prościej to nazwę: kibelka). Łatwo odróżnić stanowiska broni maszynowej i armat w większości skierowanej na polanę którą prawie każdej wiosny zalewa Pasłęka ale też miejscowość Bardyny i szosę.
Z wycieczki wróciliśmy wieczorem dopiero po ponad czterech godzinach, wyraźnie pomęczeni, ale pełni wrażeń a kiedyś i wspomnień.